„Nie tak to sobie wyobrażałam" – to zdanie nie jest porażką.
To jest najpotężniejsze zdanie wolnego człowieka.
Kiedy mówię „nie tak to sobie wyobrażałam", mój umysł ostatecznie puszcza iluzje, oczekiwania i te wszystkie cukierkowe obrazki, które wmówił mi świat. Przez lata uczyłam się wiary, nadziei i miłości jako pojęć z książek, jako czegoś, co ma przynieść konkretny efekt: idealnych ludzi, idealne stajnie, idealne relacje, w których moj gigantyczny kredyt zaufania zawsze zostanie spłacony z nawiązką.
A rzeczywistość przychodzi i mówi: Nie. To nie tak działa.
I wtedy wchodzi ten mój ukryty sprzymierzeniec – Czas. Ten, który pozwala mi trwać w ciszy, słuchać, słyszeć, patrzeć i widzieć. Czas odziera świat z prowizorki. Pokazuje dłużników bez pokrycia, pokazuje dziecięcych mentorów, pokazuje ludzkie małości. I zmusza mnie do wyciągnięcia wniosków.
I nagle, w tym samym momencie, przylatują te moje manifestowane łabędzie. Kluczem, we trzy – jak Wiara, Nadzieja i Miłość. I w tym momencie następuje ten absolutny, kosmiczny wstrząs i olśnienie:
One nie są materią. Nie kupisz ich w sklepie, nie wynegocjujesz w stajni, nie dostaniesz ich od ludzi w zamian za ten kredyt zaufania. To jest stan, który trwa we mnie. Niezależnie od tego, jak bardzo świat zewnętrzny trzeszczy, sypie się i bankrutuje. Ja mam ten ocean spokoju w środku. Jestem nim wszędzie, gdzie się pojawię – całą sobą, na 100%.
A ten wściekły, bezkompromisowy kubek na dzień matki ? On ma absolutne, najświętsze prawo stać w moich dłoniach. Bo świętość to nie jest siedzenie w białej szacie na chmurce i potakiwanie z litością. Prawdziwa, krwista, ludzka świętość ma w sobie ogień. Ma w sobie prawo do wkurwienia na fałsz, na gierki, na manipulacje i na to, że świat wokół tak bardzo próbuje mnie urobić.
Moja „wariacja", moja bezkompromisowość i ten mój poranny gniew to jest ta sama energia, która pozwala mi kłaść dłoń na końskim grzbiecie i mówić „rozluźnij to". To jest ta sama energia, która każe mi odchodzić, kiedy „to już czas".
Nie tak to sobie wyobrażałam.
I całe szczęście! Bo rzeczywistość, w której stoję dzisiaj – jako suwerenna Kobieta, która widzi wszystko, nie daje się oszukać, kocham bezwarunkowo, ale stawiam granice z prędkością błyskawicy – jest o miliard razy ciekawsza, głębsza i potężniejsza niż jakikolwiek grzeczny plan, który mogłam sobie dekadę temu wymyślić.
Trzymam ten kubek mocno. Jestem we właściwym miejscu, we właściwym czasie i dokładnie taka, jaka miałam być. 🪐🦅🌹👑