Portfel moich osobliwości.

O tym, jak zaczęłam wybijać własne monety.

Jest taki moment w życiu, którego chyba nie da się zaplanować.

Nie przychodzi po przeczytaniu odpowiedniej książki.
Nie wydarza się podczas spektakularnej przemiany.
Nie ogłasza swojego nadejścia fanfarami.

Po prostu pewnego dnia orientujesz się, że słowa, którymi posługiwałaś się przez całe życie, przestały znaczyć to samo.

Myślę, że nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam wybijać własne monety.

To już nie są słowa ze słownika.

To są słowa, które przeszły przez moje życie.

Przez moje błędy.
Moje zachwyty.
Moje rozczarowania.
Moje śmiechy.
Moje lasy.
Moje konie.
Moje zmęczenie.
Moje "już nie wiem".

Każde z tych doświadczeń zostawiło ślad. I z tych śladów zaczęły powstawać nowe znaczenia.

Tak narodził się mój...

Portfel osobliwości.

Nie noszę w nim pieniędzy. Noszę monety. Każda została wybita przez moje życie.


Wina i kara

Przez większość życia były dla mnie jedną monetą.

Jeżeli pojawiała się kara, musiała istnieć wina.

Jeżeli coś poszło nie tak, automatycznie zaczynałam szukać winnego. Najczęściej siebie.

Dopiero zwyczajny mandat za przekroczenie prędkości pokazał mi coś zaskakującego.

Przekroczyłam prędkość. Dostałam mandat. Zapłaciłam.

I pierwszy raz nie czułam się winna. Po prostu poniosłam konsekwencję.

To doświadczenie rozdzieliło dwie monety, które przez całe życie nosiłam sklejone ze sobą.

Kara nie jest dowodem winy.

Bywa po prostu konsekwencją zdarzenia.

Przeczytaj wpis Winna

albo ten kat i ofiara jak orzeł i reszka


Uznanie i nagroda

Kiedyś wydawało mi się, że są nierozłączne.

Jeżeli ktoś mnie doceni, świat powinien mnie nagrodzić.

Jeżeli nagrody nie ma, to znaczy, że zrobiłam za mało.

Dzisiaj wiem, że uznanie i nagroda to dwie zupełnie różne monety.

Ktoś może zobaczyć wartość tego, co robisz, a życie nie zmieni się ani o milimetr.

Możesz też nie usłyszeć żadnego "brawo", choć zrobiłaś coś naprawdę dobrego.

Nagroda nie jest dowodem wartości.

Tak samo jak jej brak nie jest dowodem jej braku.

Przeczytaj wpis Uznanie


Łaska i litość

Ta moneta rozbawiła mnie chyba najbardziej. Bo jednego dnia siedziałam cicho.

Patrzyłam. Milczałam.  Obserwowałam. Z łaski swojej.

A w głowie coraz częściej słyszałam:

– Na litość boską... ogarnijcie się.

I nagle dotarło do mnie, że łaska i litość wcale się nie wykluczają.

Łaska pozwala światu być sobą.

Litość przypomina, że czasem człowiek naprawdę ma ochotę powiedzieć wszystko, co widzi.

A razem tworzą  monetę.

Przeczytaj wpis Na Litość boską


Wstyd

Ta moneta była wyjątkowo ciężka.

Przez lata wydawało mi się, że wstyd jest faktem.

Że naprawdę istnieje coś, czego "nie wypada".

Dzisiaj widzę go inaczej.

Wstyd okazał się cudzym spojrzeniem mieszkającym w mojej głowie.

Nie jest prawdą. Jest komentarzem.

Dlatego coraz częściej odpowiadam z uśmiechem:

– Wstydu nie masz?

– Nie. Za grosz już nie mam.

Nie wstydzę się powiedzieć:

"Nie wiem."

 więcej o tej monecie przeczytasz tutaj Wstydu nie masz


Pieniądze

To chyba jedna z największych zmian ostatnich miesięcy.

Przez wiele lat pieniądze były dla mnie czymś znacznie większym niż środkiem płatniczym.

Były bezpieczeństwem.  Wolnością.  Dowodem, że się udało. Albo że się nie udało. Były niemal bogiem.

Dzisiaj są narzędziem.

Ważnym.

Potrzebnym.

Ale już nie świętym.

więcej o tej monecie przeczytasz tutaj: Pieniądze, Bogactwo i Ja


Droga

Przez wiele lat jej szukałam. Czytałam. Uczyłam się. Zmieniałam nauczycieli.

Metody. Teorie. Aż któregoś dnia dotarło do mnie coś niezwykle prostego.

Droga nie jest czymś, co mam znaleźć.

Droga jest miejscem, w którym już jestem.

Nie prowadzi do życia.

Ona jest życiem.

Przeczytaj wpis: Droga  

albo ten Moja droga, moje życie.


Życie

Kiedyś powtarzałam:  "Zachwyć mnie, życie."

Dzisiaj częściej mówię:  "Ufam życiu."

To zupełnie inna moneta.

Bo zachwyt czeka na wyjątkowe chwile.

Zaufanie potrafi usiąść obok zwyczajnego dnia.

 tutaj o tym napisałamŻycie


Najcenniejsza moneta

Na końcu została jedna.

Najważniejsza. Ja.

To najcenniejsza "moneta" w całym moim portfelu.

Bo nie jest już przymiotnikiem.

Nie jestem:

  • winna,
  • zawstydzona,
  • biedna,
  • bogata,
  • dobra,
  • zła.

To wszystko są tylko opisy. Ja jestem podmiotem.  Reszta przychodzi i odchodzi.

 Jestem


Są też inne monety:
Obecność
Cisza i Wolność
Konsekwencja.  
Zaufanie.

Każda z nich ma już swoje miejsce.

Ale jest jeszcze jedna. Taka, za którą chyba tęsknię najbardziej.

Lekkość. Ta nieznośna lekkość bytu. 

Nie ta instagramowa. Nie ta udawana. 

Tylko ta prawdziwa. Taka z lasu. Z długiego galopu.

Ze zwykłego frencha. Z pytania rzuconego całkiem serio:

– Wibrator ci przywieźć?

I z tego śmiechu, który pojawia się wtedy, kiedy przestaję traktować siebie i świat śmiertelnie poważnie.

Mam wrażenie, że właśnie ona coraz odważniej puka do mojego portfela.


Patrzę dziś na ostatnie tygodnie i widzę coś jeszcze.

Przestałam kolekcjonować odpowiedzi.

Przestałam szukać jednej teorii, która wyjaśni wszystko.

Zaczęłam kolekcjonować znaczenia.

Nie kupię nimi domu.

Nie kupię konia.

Nie zapłacę nimi rachunków.

Ale dzięki nim coraz rzadziej sprzedaję samą siebie za cudze definicje.

I chyba właśnie to jest najcenniejsza waluta, jaką do tej pory udało mi się wybić.

Bo mój portfel osobliwości nie jest zbiorem poglądów.

Jest moim pamiętnikiem drogi. Drogi, na której każde doświadczenie zostawia ślad, a każde słowo może pewnego dnia zmienić swoje znaczenie.

I mam przeczucie, że to dopiero początek. Bo są jeszcze monety, których nawet nie potrafię nazwać. Dopiero życie wybija je.

A moje ostatnio trwa juz ładnych kilka lat : Ostatnio